Rok dwa tysiące trzeci zapisał się w moim życiorysie grubą, intensywną kreską. Właśnie wtedy przekroczyłem próg Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupsku, rozpoczynając studia podyplomowe, które okazały się laboratorium nowych idei. Wykładowcy zachęcali, by patrzeć na człowieka jak na mikrokosmos – system wzajemnie przenikających się warstw duchowych i materialnych. To naukowe spojrzenie spotkało się w moich szkicownikach z intuicją, że wszystko, co istnieje, pulsuje w wiecznym cyklu narodzin i zanikania. Pracując nad zadaniami semestralnymi, traktowałem każde ćwiczenie jak test – próbę rozciągnięcia granic między tym, co poznawalne empirycznie, a tym, co wymyka się definicjom. Każdy rysunek zaczynał się od precyzyjnej geometrii, ale w miarę pracy strukturę zaczynały przełamywać plamy koloru szukające własnej średnicy, własnego środka ciężkości.
Barwa stała się dla mnie nie tylko zjawiskiem optycznym, lecz przede wszystkim pojęciem filozoficznym. Zacząłem traktować kolory jak aktualne stany emocjonalne Wszechświata: czerwień była tchnieniem pradawnego ognia, ultramaryna – ciszą między gwiazdami, a uśpiona sepia – śladem archeologii własnych wspomnień. Porządkując te doznania, w moim cyklu „Hołd Czasowi” ułożyłem barwy w diagram przypominający zegar astronomiczny. Każdy segment reprezentował moment, w którym przeszłość, teraźniejszość i przyszłość stykają się w błysku zrozumienia. Takie podejście sprawiło, że malarstwo przestało być dla mnie opisem rzeczywistości – stało się sposobem mierzenia czasu, którego nie da się zamknąć w mechanizmie.
Być może zabrzmi to jak konfesja, ale geometria była moją pierwszą miłością. To przy pomocy linijki i cyrkla uczyłem się cierpliwości oraz precyzji, które później pozwalały mi odważnie łamać reguły. Nie zostałem geometrom – choć czasem mi to zarzucano – lecz wykorzystuję konsekwencję form, by skierować uwagę widza w stronę metafizycznej otchłani. Im bardziej rygorystyczna jest konstrukcja obrazu, tym silniej odczuwa się moment, w którym pęka. W tej szczelinie rodzi się pytanie o istnienie nieskończoności i o to, czy rzeczywiście potrzebujemy form, żeby ją odczuć.