Artysta pomiędzy kosmiczną nieskończonością a geometrią rysunku
Zapraszam Cię do wspólnej podróży po moim mikrokosmosie. To miejsce, w którym linia rysunku spotyka pulsującą energię barw, a codzienność odkrywa swoje metafizyczne oblicze. Na kolejnych podstronach poznasz drogę wiodącą od młodzieńczych szkiców w Międzyrzecu Podlaskim, poprzez twórcze poszukiwania na Pomorskiej Akademii Pedagogicznej, aż po dojrzałe cykle malarskie, w których oddaję Hołd Czasowi Przeszłemu, Obecnemu i Przyszłemu. Każde kliknięcie w menu prowadzi głębiej – do idei, dla której forma i kolor stają się bramą do Uniwersum.
Struktura strony została uproszczona, abyś mógł swobodnie zanurzyć się w treści, zamiast błądzić po labiryncie linków. Nawigacja zawsze towarzyszy Ci u góry ekranu, a hero‑grafika zmienia się wraz z porą dnia: o świcie jest chłodna, w południe rozświetlona, a wieczorem przyjmuje głęboki kobalt. To subtelna metafora obiegu czasu, który nieustannie inspiruje moje prace.
Pracownia jest dla mnie laboratorium czystej energii. Zanim pigment rozpuści się w terpentynie, prowadzę z nim długi, wewnętrzny dialog. Z każdej tuby barwnika wydobywa się szept pradawnych kultur: od jaskiniowych znaków po świetliste witraże gotyku. Przekładam te głosy na język współczesny, bo wierzę, że symbol nigdy nie traci ważności – on po prostu zakłada nowe szaty. Gdy stawiam pierwszą kreskę, czuję się jak kartograf, który zarysowuje ląd nieistniejący na żadnej mapie. Kolejne warstwy farby wprowadzają muzykę form, a wibracja koloru podpowiada rytm. W rezultacie powstaje obraz‑portal, furtka do własnego, nieskończonego ogrodu pytań.
Największym wyzwaniem pozostaje uczciwość wobec materii. Płótno nie wybacza pośpiechu tak, jak kosmos nie uznaje braku precyzji. Fascynuje mnie fizyka kwantowa, w której cząstki istnieją i nie istnieją zarazem; podobny paradoks próbuję uchwycić, łącząc geometryczny szkielet z organicznym, migotliwym światłem. Dzięki temu każda praca staje się polifoniczna: inny dźwięk usłyszysz w blasku południa, inny w ciszy przedświtu. To właśnie dialog z widzem – odnajdywanie prywatnej melodii wśród pozornie statycznych form – sprawia, że sztuka żyje dłużej niż artysta.
Kolor postrzegam jako stan emocjonalny Wszechświata. Każda barwa nosi w sobie echo miejsca, chwili i światła, w których się narodziła. Czerwień jest oddechem czasu sprzed narodzin alfabetu, seledyn przypomina mi letnią mgłę nad torfowiskiem, a kobalt to szept gwiezdnego pyłu. Zapisuję te wrażenia w postaci „akordów barwnych”, budując paletę tak, jak kompozytor układa sekwencję tonów. Forma natomiast stanowi dla mnie kotwicę – pozwala brzmieniu koloru nie rozpłynąć się w bezkresie. Gdy geometryczny podział przecina niespodziewana plama, powstaje napięcie podobne do momentu tuż przed zagrzmotaniem burzy. Rozwiązuję je dopiero wtedy, gdy praca zaczyna oddychać własnym rytmem.
Choć kalendarz zdradza ponad cztery dekady pracy twórczej, mam poczucie, że dopiero otwieram drzwi do naprawdę nieznanych przestrzeni. Interesują mnie nowe media: druk 3D, animacja generatywna, rozszerzona rzeczywistość. Każde z nich oferuje inny sposób rozmowy z publicznością, a zarazem zmusza do ponownego przemyślenia fundamentalnych pytań o czas, światło i materię. W najbliższym cyklu planuję połączyć serię płócien z interaktywną projekcją, aby odbiorca mógł doświadczyć delikatnej zmiany głębi koloru przy każdym ruchu własnego ciała. W ten sposób chcę pokazać, że wszystko, co istotne, dzieje się pomiędzy płaszczyzną obrazu a wrażliwością człowieka. Być może właśnie tam leży prawdziwa nieskończoność – nie na niebie, lecz w nas samych.